Następnego dnia, około godziny 10 rano, do jej pokoju weszła Ellen.
- Kochanie, wstawaj... - lekko ściągając z niej kołdrę, odgarnęła córce włosy z twarzy. - Słoneczko, czas się szykować. - kobieta mówiła przyjemnym, miłym i spokojnym głosem.
Emily otworzyła powoli zaspane oczy, po czym przeciągając się, spojrzała na matkę.
- Dzień dobry słońce. - brzmiała tak dobrze, tak inaczej dla Emily, jakby mówił to ktoś inny. - O 12 chcemy z tatusiem wyjechać. Wyrobisz się prawda Em?
"Tatusiem" - te słowo zabrzęczała w uszach dziewczynie. Było niczym wielki głośny i denerwujący dzwonek w jej głowie. Ellen nigdy się tak do niej nie odnosiła. Zawsze była miła, ale sarkastycznie. Dlatego właśnie dziewczyna nie mogła się z nią dogadać. Ale teraz coś ruszyło. Jakaś wielka zmiana. Była inna. Była jak jedna z tych przykładnych mamusiek z filmów familijnych. Było to dość ciekawe doświadczenie dla Em. Nie pamiętała nawet, czy widziała Ellen kiedyś 'taką'. Czuła się dziwnie, ale i trochę przyjemnie. Chciała tylko wiedzieć jedno...Jak długo to wszystko potrwa?
- Tak, pewnie. Do 12 zdążę. - skinęła lekko głową, patrząc na nią kątem oka. Po chwili zaś spojrzała za okno, które Ellen zdążyła już odsłonić.
Był ładny, słoneczny dzień. Można było też od razu stwierdzić, że jest ciepło. Nawet bardzo.
Kiedy kobieta wyszła z pokoju, Emily niechętnie zgramoliła się z łóżka, podchodząc do okna i otwierając je szeroko, aby wpuścić trochę powietrza.
Następnie wybrała ubrania, które miała zamiar założyć na drogę. Wybrała krótkie szorty, z jasnego jeansu, które przy kieszeniach, miały poprzyczepiane ćwieki. Do tego koszulkę na grubych ramiączkach z logiem zespołu Slayer. Była w kolorze czarny. Do tego postanowiła założyć czerwone conversy do kostek.
Była z siebie dumna, ale nie z powodu wybrania ubrań. Była dumna, ponieważ większość jej myśli, była skierowana na nowy image jej matki, niż to, że potrzebuje dragów.
Tak więc, kiedy już się ubrała, uczesała i trochę odświeżyła, zeszła na dół do rodziców. Zastała ich jedzących śniadanie...Razem. Co było dość niespotykanym widokiem w tym domu.
- Dzieeń Dobry. - przeciągnęła lekko zdziwiona Em. - Co na śniadanie? - zapytała zerkając na ojca i matkę jedzących coś przy stole.
Przed zejściem na dół, postarała się, aby makijażem zakryć cienie pod oczami, które niestety nie były spowodowane tylko i wyłącznie nie wyspaniem.
- Tosty z serem i szynką. Ile zjesz? - zapytał John.
- Em, nie jestem gło... - i nagle urwała. Nie mogła powiedzieć, że nie chce jeść, bo zaczęli by bardziej węszyć i wyczuli by, że coś złego się z nią dzieje. - Jednego. - skinęła głową, siadając pomiędzy matką a ojcem.
Podczas jedzenia, zachowali się trochę dziwnie. No a bynajmniej inaczej. Byli dla siebie nadzwyczajnie mili. Zachowywali się jak małżeństwo dopiero po ślubie. To było przerażające dla Em. Co spowodowało te zmiany? Przecież nie mogli tak po prostu się zmienić. Z dnia na dzień.
Po może pół godzinie, przyglądania się rodzicom i ich dziwnym zachowaniom, jedząc przy tym tego cholernego tosta, na którego cale nie miała ochoty, wstała od stołu, z dziwnym uśmiechem i ruszyła do siebie, mówiąc do rodziców przy wyjściu:
- Pójdę się spakować. - skinęła głową.
Będąc już na górze, w swoim pokoju, wzięła jedną ze swoich dużych toreb i spakowała w nią kilak ciuchów na weekend. do drugiej, już mniejszej torby spakowała książkę, telefon i iPoda. Laptopa miała schowanego w pokrowcu, tak więc można było uznać, że jest gotowa.
Dziwne dla niej, było branie laptopa, ponieważ nigdy wcześniej nie potrzebowała go na wyjazdach, ale jednak teraz coś się zmieniło. wiedziała, ze musi zając czymś siebie, swój umysł i może nawet ciało, aby nie myśleć o tym, czego tak naprawdę chce - czyli narkotyków. Nie dawała bez nich rady, na dłuższą metę.
Było z nią coraz gorzej, ale ona tego nie widziała i wciągała się w nałóg jeszcze bardziej...
Uwolnić się z własnego więzienia.
"Czasami coś w nas umiera i nie chce zmartwychwstać..." - Kurt Cobain
sobota, 8 września 2012
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
Powrót. Rozdział Ósmy.
Z dnia na dzień było coraz więcej takich "odskoków" od rzeczywistości poprzez małe, aczkolwiek z czasem coraz większe, działki narkotyków.
Chad codziennie kupował jej działki, ale ona zaczęła mu za to płacić, tracąc na to pieniądze, zostawiane rano przez rodziców na lunch dla niej. Do szkoły chodziła tylko raz na jakiś czas, coraz rzadziej, aż w końcu w ogóle przestała. Jeśli już tam poszła, wszyscy trzymali się razem, a żaden z uczniów nie potrafił już powiedzieć niczego do Emily, która z czasem przestała być nową. To było dla niej dość zabawne, bo od kiedy trzymała się z Axl'em i resztą jego znajomych, którzy chodzili do tej szkoły, wszyscy bali się ich niczym jakiegoś groźnego gangu. Podobało jej się to, ale jednak nie zmieniało to jej niechęci do owej szkoły.
Na początku dni nieobecne w szkole, usprawiedliwiał jej Chad przez telefon, udając ojca dziewczyny, jednakże po kilku takich telefonach do sekretarki czy kogoś kto zajmuje się takimi zwolnieniami w szkole, dali sobie spokój, a wtedy zaczęły do domu Emily przychodzić listy do jej rodziców.
Na jej szczęście nigdy nie zdążyli ich zobaczyć przez częste nieobecności. Ona sama z kolei rwała wszystkie lub paliła, tak aby nie dostały się w ich ręce.
Chad codziennie kupował jej działki, ale ona zaczęła mu za to płacić, tracąc na to pieniądze, zostawiane rano przez rodziców na lunch dla niej. Do szkoły chodziła tylko raz na jakiś czas, coraz rzadziej, aż w końcu w ogóle przestała. Jeśli już tam poszła, wszyscy trzymali się razem, a żaden z uczniów nie potrafił już powiedzieć niczego do Emily, która z czasem przestała być nową. To było dla niej dość zabawne, bo od kiedy trzymała się z Axl'em i resztą jego znajomych, którzy chodzili do tej szkoły, wszyscy bali się ich niczym jakiegoś groźnego gangu. Podobało jej się to, ale jednak nie zmieniało to jej niechęci do owej szkoły.
Na początku dni nieobecne w szkole, usprawiedliwiał jej Chad przez telefon, udając ojca dziewczyny, jednakże po kilku takich telefonach do sekretarki czy kogoś kto zajmuje się takimi zwolnieniami w szkole, dali sobie spokój, a wtedy zaczęły do domu Emily przychodzić listy do jej rodziców.
Na jej szczęście nigdy nie zdążyli ich zobaczyć przez częste nieobecności. Ona sama z kolei rwała wszystkie lub paliła, tak aby nie dostały się w ich ręce.
*
Zaczynał się właśnie jeden z długich weekendów, a rodzice Emily po skonsultowaniu tego ze sobą nawzajem, postanowili gdzieś wyjechać z córką na te trzy dni.
Kiedy dziewczyna wróciła w czwartkowe popołudnie do domu, zastała tam obu rodziców.
Nie wyglądała normalnie. Miała lekko podkrążone oczy, jakby od miesięcy nie spała dobrze, a poza tym wyglądała na zaniedbaną. Nie chodzi tu o ubrania czy ogólną higienę, ale nie dało się przeoczyć, że coś jest nie tak. Ellen stała praktycznie w drzwiach, kiedy córka weszła do domu.
- Kochanie... - jej początkowy ton był przyjemny, ale nie tak jak kiedyś. Em nie czuła w nim sarkazmu ani ironii. Był naprawdę miły, ale po chwili, kiedy kobieta przyjrzała się córce, cało te prawdziwe dobro gdzieś zniknęło, ustępując miejsca niepokojowi. - Emily, skarbie, jak ty wyglądasz. - nie zapytała, a raczej stwierdziła karcąc córkę tylko wyrazem twarzy. - Coś ty robiła? Wyglądasz jak... - zanim dokończyła wtrąciła się dziewczyna.
- Źle ostatnio sypiam. - wzruszyła bezradnie ramionami, wychodząc jednocześnie z uścisku matki.
W tej samej chwili z salonu wyszedł jej ojciec John.
- Słońce... - jego głos zabrzmiał tak jakby coś go zabolało na widok dziewczyny, ale jednak czuć było w tym jednym słowie prawdziwe uczucie, przez które zrobiło się jej ciepło na sercu.
- Pójdę do siebie... - długo nie czekając, Em powiedziała spuszczając głowę, aby jak najmniej było widać jej twarz.
- Poczekaj Emily. - powiedziała zatroskana matka dziewczyny, na co ona stanęła jak wryta, nie odwracając się jednak do rodziców. - Planujemy z ojcem wyjechać na weekend gdzieś.
- To świetnie, miłej zabawy. - nie spodziewając się dalszego toku wydarzeń, powiedziała dziewczyna.
- Chcieliśmy, żebyś jechała z nami...Chcemy spędzić takie krótkie rodzinne wakacje. Jak kiedyś. - wtrącił John z dziwnym zapałem.
Nie wiedziała co powiedzieć. Nie chciała z nimi jechać, ale nie chciała też zostawać, bo mogliby się czegoś domyślić. Nie czuła się uzależniona od kokainy, ale nie wiedziała czy bez niej wytrzyma te trzy dni. Nie mogła też kupić jej, aby mieć na wyjazd, bo rodzice mogliby odkryć jej małą tajemnicę. A tego nie chciała za nic.
- Pewnie... - chcąc brzmieć prawdziwe, uśmiechnęła się lekko. - Będzie świetnie. - po tych słowach ruszyła po schodach na górę, a jej matka wtuliła się w Johna.
- Będzie świetnie. - powtórzyła słowa córki z uśmiechem. Kobieta chciała poprawić relacje rodzinne, które już od dawna nie były najlepsze.
- Wiem kochanie. - John ucałował żonę w czubek głowy, tuląc ją do siebie.
poniedziałek, 30 lipca 2012
Rozdział Siódmy.
Od Autorki.
Mimo, ze obiecałam przed wyjazdem komuś jeszcze ósmy rozdział, to niestety nie dam rady go już zrobić. Przepraszam. Blog zostaje zawieszony na cały sierpień z powodu mojego wyjazdu. Jeśli jednak najdzie mnie wielka wena czy ochota, możecie liczyć na jakiś nowy rozdział, aczkolwiek nie obiecuję.
Dziękuję czytelnikom i życzę miłych wakacji...No to znaczy bynajmniej sierpnia. : )
Rozdział Siódmy.
Już po chwili Chad wrócił do dziewczyny z dwoma woreczkami. Usiadł przy ścianie, rzucając jej miły uśmiech.
- Masz może całego dolara, bo mi zostały same drobne? - zapytał, nie unosząc wzroku znad białego proszku, który właśnie wysypywał na mały kartonik, który wziął z ziemi.
- Emm, tak pewnie, że mam. - skinęła głową wyciągając z kieszeni spodni pieniądze. Podała mu je przyglądając się dokładnie temu co chłopak robił.
- Proszę. Możesz być pierwsza. - podał jej ostrożnie tekturkę z wysypanym w prostej linii białym proszkiem, który wyglądał niczym cukier puder. W drugiej ręce chłopak trzymał zwinięty w rulonik banknot pięcio-dolarowy, który dała mu Emily. - Musisz wciągnąć to mocno nosem, zatykając drugą dziurkę. -
W momencie kiedy Emily już miała zrobić to co chłopak jej powiedział, podszedł do nich Axl.
- Hej! - krzyknął, aby się zatrzymała. - Jesteś pewna, że tego chcesz? - uniósł brwi spoglądając a to na nią, a to na kartonik, którzy trzymała.
- Przecież nic mi się nie stanie. Panuje nad tym. - powiedziała pewnie wszystko to co ułożyło jej się w głowie.
- Każdy tak mówi...Zanim nie spróbuje. - powiedział kręcąc głową chłopak.
- Axl daj jej spokój. Nie jest małą dziewczynką. - wtrącił Chad.
- Właśnie. - przytaknęła mu Em, patrząc na niego spod włosów.
- Ja cie ostrzegałem... - machnął rękom, wstał i odszedł na drugi koniec pomieszczenia.
Przez chwilę patrzyła jak Axl odchodzi, po czym przejechała wzrokiem po innych. Prawie co czwarta osoba coś własnie brała, a co piąta wyglądała jakby właśnie wzięła.
- To jak? Nie rozmyśliłaś się?
- Nie, Chad, nie. Zamyśliłam się tylko.
Po tych słowach przysunęła rulonik do jednej dziurki w nosie, drugą zatkała palcem, a następnie wciągnęła mocno wszystko co było na kartoniku, który trzymała przed sobą.
Na początku nie poczuła nic prócz dziwnego swędzenia w nosie, jak podczas jakiejś alergii czy czegoś takiego. Oddała chłopakowi tekturkę i rulonik i spojrzała dookoła. Nie czuła niczego innego. Widziała jak chłopak wciąga swoją część. Była o wiele większa niż ta jej, ale tak miało być. Ona tylko próbowała.
Po chwili zakręciło jej się w głowie. Świat zawirował. Zmieniły się kolory tego co widziała, kształty stały się rozmazane, a całe problemy zniknęły. Nie myślała prawie o niczym. Oparła się wygodniej o ścianę, rozluźniła nogi, które wcześniej miała skulone, spojrzała lekko w górę. Śmieszne kształty stały się bardziej wyraźne, zaczęła słyszeć dziwne głosy. Najgorsze było to, że te dziwne uczucia i widoki jej się podobały, tylko że ona nie zdawała sobie w tej chwili sprawy z niczego.
Gdzieś jakby w oddali usłyszała czyjś głos, który wydobywał się z innych dźwięków. To był Chad. Potrząsał nią w obawie, myśląc, że mogła źle znieść to co właśnie dostała. Nie krzyczał, lecz mówił.
- Wszystko w porządku? Emily? - Słysząc te głosy jakby z oddali, w jej głowie skinęła przy czym wybełkotała coś co mogło brzmieć jak słowa "Tak".
Mimo iż był to jej pierwszy raz, a dawka była mała, trzymało ją to dość długo z czego nie zdawała sobie nawet sprawy.
Wyglądała jakby właśnie obudziła się z jakiegoś błogiego snu, kiedy narkotyk przestał działać.Chad opierał się o ścianę, tak jak i ona i widać było, że jego działka nadal działa. Miał na twarzy tępy uśmiech, a oczy prawie zamknięte.
Em wstała lekko chwiejącym się ruchem i rozejrzała się po lokalu, szukając Axl'a. Kiedy już go znalazła podeszła chwiejąc się ciągle.
- Widzisz? Przeżyłam! - wykrzyknęła na tyle głośno, że mógł to usłyszeć każdy.
- Ciszej! - natarł na nią półgłosem. Odsunął ją następnie od ludzi, z którymi dotychczas rozmawiał. Mówił prawie szeptem. - Nie sądziłem nawet, że możesz nie przeżyć. Chodziło mi o to, że możesz się uzależnić, a to od śmierci jest chyba gorsze. - powiedział zdenerwowany.
- Dlaczego tak się martwisz? Tu prawie wszyscy biorą. - uśmiechnęła się szeroko i można by powiedzieć, że nadal do końca nie wydobrzała.
- Nie miałem pojęcia, że się w to wciągniesz. Chciałem tylko, żebyś poznała trochę ludzi, podobnych do nas. - jego głos brzmiał spokojniej, ale nadal był zdenerwowany.
- Dziękuję, to miłe, ale ja tylko spróbowałam.
- Każdy ci tak powie. Dziś był pierwszy raz. Jutro znów spróbujesz i na następny dzień to samo. Od tego się nie uwolnisz!
- Jeszcze raz ci powtarzam, to nie było nic wielkiego.
- Zobaczymy, zobaczymy.
Mimo, ze obiecałam przed wyjazdem komuś jeszcze ósmy rozdział, to niestety nie dam rady go już zrobić. Przepraszam. Blog zostaje zawieszony na cały sierpień z powodu mojego wyjazdu. Jeśli jednak najdzie mnie wielka wena czy ochota, możecie liczyć na jakiś nowy rozdział, aczkolwiek nie obiecuję.
Dziękuję czytelnikom i życzę miłych wakacji...No to znaczy bynajmniej sierpnia. : )
Rozdział Siódmy.
Już po chwili Chad wrócił do dziewczyny z dwoma woreczkami. Usiadł przy ścianie, rzucając jej miły uśmiech.
- Masz może całego dolara, bo mi zostały same drobne? - zapytał, nie unosząc wzroku znad białego proszku, który właśnie wysypywał na mały kartonik, który wziął z ziemi.
- Emm, tak pewnie, że mam. - skinęła głową wyciągając z kieszeni spodni pieniądze. Podała mu je przyglądając się dokładnie temu co chłopak robił.
- Proszę. Możesz być pierwsza. - podał jej ostrożnie tekturkę z wysypanym w prostej linii białym proszkiem, który wyglądał niczym cukier puder. W drugiej ręce chłopak trzymał zwinięty w rulonik banknot pięcio-dolarowy, który dała mu Emily. - Musisz wciągnąć to mocno nosem, zatykając drugą dziurkę. -
W momencie kiedy Emily już miała zrobić to co chłopak jej powiedział, podszedł do nich Axl.
- Hej! - krzyknął, aby się zatrzymała. - Jesteś pewna, że tego chcesz? - uniósł brwi spoglądając a to na nią, a to na kartonik, którzy trzymała.
- Przecież nic mi się nie stanie. Panuje nad tym. - powiedziała pewnie wszystko to co ułożyło jej się w głowie.
- Każdy tak mówi...Zanim nie spróbuje. - powiedział kręcąc głową chłopak.
- Axl daj jej spokój. Nie jest małą dziewczynką. - wtrącił Chad.
- Właśnie. - przytaknęła mu Em, patrząc na niego spod włosów.
- Ja cie ostrzegałem... - machnął rękom, wstał i odszedł na drugi koniec pomieszczenia.
Przez chwilę patrzyła jak Axl odchodzi, po czym przejechała wzrokiem po innych. Prawie co czwarta osoba coś własnie brała, a co piąta wyglądała jakby właśnie wzięła.
- To jak? Nie rozmyśliłaś się?
- Nie, Chad, nie. Zamyśliłam się tylko.
Po tych słowach przysunęła rulonik do jednej dziurki w nosie, drugą zatkała palcem, a następnie wciągnęła mocno wszystko co było na kartoniku, który trzymała przed sobą.
Na początku nie poczuła nic prócz dziwnego swędzenia w nosie, jak podczas jakiejś alergii czy czegoś takiego. Oddała chłopakowi tekturkę i rulonik i spojrzała dookoła. Nie czuła niczego innego. Widziała jak chłopak wciąga swoją część. Była o wiele większa niż ta jej, ale tak miało być. Ona tylko próbowała.
Po chwili zakręciło jej się w głowie. Świat zawirował. Zmieniły się kolory tego co widziała, kształty stały się rozmazane, a całe problemy zniknęły. Nie myślała prawie o niczym. Oparła się wygodniej o ścianę, rozluźniła nogi, które wcześniej miała skulone, spojrzała lekko w górę. Śmieszne kształty stały się bardziej wyraźne, zaczęła słyszeć dziwne głosy. Najgorsze było to, że te dziwne uczucia i widoki jej się podobały, tylko że ona nie zdawała sobie w tej chwili sprawy z niczego.
Gdzieś jakby w oddali usłyszała czyjś głos, który wydobywał się z innych dźwięków. To był Chad. Potrząsał nią w obawie, myśląc, że mogła źle znieść to co właśnie dostała. Nie krzyczał, lecz mówił.
- Wszystko w porządku? Emily? - Słysząc te głosy jakby z oddali, w jej głowie skinęła przy czym wybełkotała coś co mogło brzmieć jak słowa "Tak".
Mimo iż był to jej pierwszy raz, a dawka była mała, trzymało ją to dość długo z czego nie zdawała sobie nawet sprawy.
Wyglądała jakby właśnie obudziła się z jakiegoś błogiego snu, kiedy narkotyk przestał działać.Chad opierał się o ścianę, tak jak i ona i widać było, że jego działka nadal działa. Miał na twarzy tępy uśmiech, a oczy prawie zamknięte.
Em wstała lekko chwiejącym się ruchem i rozejrzała się po lokalu, szukając Axl'a. Kiedy już go znalazła podeszła chwiejąc się ciągle.
- Widzisz? Przeżyłam! - wykrzyknęła na tyle głośno, że mógł to usłyszeć każdy.
- Ciszej! - natarł na nią półgłosem. Odsunął ją następnie od ludzi, z którymi dotychczas rozmawiał. Mówił prawie szeptem. - Nie sądziłem nawet, że możesz nie przeżyć. Chodziło mi o to, że możesz się uzależnić, a to od śmierci jest chyba gorsze. - powiedział zdenerwowany.
- Dlaczego tak się martwisz? Tu prawie wszyscy biorą. - uśmiechnęła się szeroko i można by powiedzieć, że nadal do końca nie wydobrzała.
- Nie miałem pojęcia, że się w to wciągniesz. Chciałem tylko, żebyś poznała trochę ludzi, podobnych do nas. - jego głos brzmiał spokojniej, ale nadal był zdenerwowany.
- Dziękuję, to miłe, ale ja tylko spróbowałam.
- Każdy ci tak powie. Dziś był pierwszy raz. Jutro znów spróbujesz i na następny dzień to samo. Od tego się nie uwolnisz!
- Jeszcze raz ci powtarzam, to nie było nic wielkiego.
- Zobaczymy, zobaczymy.
wtorek, 24 lipca 2012
Rozdział Szósty.
Na drugi dzień rano, wstała z łóżka jakby trochę chętniej. Wrzuciła do torby jeden zeszyt po czym ubrała się w przetarte na kolanach spodnie, które w niektórych miejscach miały takie dziury, że zdecydowanie można było wyjąć przez nie nogę. Do nich założyła t-shirt z dziwnym nadrukiem przypominającym dziewczynę strzelającą sobie w głowę, a jej krew była prawie na całej bluzce przez co wyglądała jakby spryskana czerwoną farbę. Wyglądała to dość ciekawie na czarnym tle.
Kiedy tylko ubrała się i otworzyła drzwi pokoju i ruszyła do łazienki, usłyszała zamykające się drzwi wejściowe. Podbiegła do okna w korytarzu i zobaczyła jak jej ojciec wsiada do samochodu i odjeżdża do pracy. Dzięki temu była pewna, że jest sama w domu, bo to ojciec zawsze wychodził później. Chciała uniknąć tych porannych rozmów na temat tego jak dzisiaj może być w szkole. Nie tylko dlatego, że dziś miała w ogóle do niej nie iść, ale też po prostu dlatego, że nienawidziła takich pustych rozmów.
Rodziców praktycznie nie widywała. Czasami przelotnie. Zostawiali jej karteczki z wyjaśnieniami czemu w danej chwili ich nie ma i pieniądze. Zakupy zazwyczaj robił John - jej ojciec. Matka...no cóż matka zachowywała się tak jakby w ogóle tu nie mieszkała.
Opłukała twarz zimną wodą, pomalowała oczy jak codziennie po czym zbiegła po schodach, chwytając jeszcze torbę. W kuchni napiła się trochę zimnej herbaty, zrobionej kilka dni temu po czym wrzuciła do torby jakiś batonik, na opakowaniu którego pisało "Extra Odżywczy".
Wychodząc z domu, zatrzasnęła drzwi i ruszyła w wyznaczone wczoraj przez chłopaka miejsce.
Kiedy doszła na miejsce zobaczyła go czekającego na ławce.
- Myślałem, że się nie pojawisz. - powiedział wstając z ławki z uśmiechem.
- Wybacz, trochę za późno wstałam. - skinęła głową po czym rozejrzała się dookoła. - To gdzie pójdziemy.
- Chodź. Pokażę ci miejsce, w którym spotykają się tacy ludzie jak my. - zaśmiał się ironicznie po czym ruszył lekko przy tym pociągając Emily za nadgarstek. - Tak w ogóle jestem Axl. - skinął głową chłopak podając jej rękę, tak jak to robią czasami na filmach, kiedy się przedstawiają.
- Emily. - ścisnęła lekko jego rękę.
Po drodze Axl zadawał jej masę pytań, a ona rewanżowała się tym samym. Po dłuższej drodze jakimiś zakamarkami, którą chłopak wyjaśnił, że lepiej żeby nikt ich nie widział w czasie lekcji w mieście, doszli do opuszczonego magazynu za dworcem kolejowym.
- Cześć wszystkim. - powiedział do ludzi przy ścianie wchodząc do środka. - Mamy nową. Emily. - zrobił zabawny ruch przy czym ukłonił się przez co wyglądał bardzo słodko w oczach Em.
- Hej. - powiedziała niezbyt głośno do wszystkich.
- Rozgość się słonko. - rzucił półkrzykiem ktoś w rogu pomieszczeniu.
- Pierwszy raz? - powiedział chłopak w dłuższych ciemno-blond włosach z bandanką przewiązaną przy nadgarstku i łokciu. Wyglądał trochę jak ktoś z rockowej kapeli.
- Ale co pierwszy raz? - zapytała zdziwiona.
- Uciekasz z lekcji?
- Em.. Uhm.. - powiedziała lekko zawstydzona.
- Widać, ale nie przejmuj się. Każdy ma ten pierwszy raz.
- A długo już tu przychodzisz? - zapytała zaciekawiona.
- Od początku liceum. Teraz powinienem je kończyć, ale jakoś zatrzymałem się w pierwszej klasie. - zaśmiała się, jakby to nie było nic złego. - Jestem Chad.
- Emily. - odpowiedziała z uśmiechem. - Rodzica nie przeszkadza, że tyle razy nie zdałeś?
- Nie..No to znaczy tak. Na początku im to przeszkadzało. Wywalili mnie kilka razy ze szkół i teraz padło na Nowy Jork. tylko, że jeśli teraz mnie znów wyrzucą, to dam sobie spokój. - wzruszył ramionami i dodał zadowolony, co było trochę dziwne. - Matka z ojcem mają w dupie co będzie z moją przyszłością. Nawet nie zwracają uwagi czy jestem w domu czy nie.
- Dlaczego zacząłeś uciekać? - była coraz bardziej ciekawa.
- Ludzie mnie nie akceptują, a to przez to, że mam swój styl. Ktoś kto jest sobą, a nie plastikową kopią innych, nie jest tu mile widziany.
- Coś o tym wiem... - mruknęła.
- Ktoś chętny kupić działkę, bo idę? - z tłumu usłyszała głos Axl'a. Kilko osób podeszło do niego dając mu do ręki pieniądze.
- Chcesz też? - zapytał Chad wstając spod ściany.
- Ja nigdy... - zanim dokończyła Chad jej przerwał.
- Nie ma sprawy. Postawię ci coś małego i spróbujesz. - na jego słowa Em skinęła głową.
Zdawała sobie sprawę, co narkotyki robią z ludźmi, ale uznała, że może wcale nie będzie tak źle. "Oni biorą i żyją" - starała się aby ta myśl była na głównym planie w jej głowie. "W końcu to tylko mała działka, nic mi nie będzie."
Kiedy tylko ubrała się i otworzyła drzwi pokoju i ruszyła do łazienki, usłyszała zamykające się drzwi wejściowe. Podbiegła do okna w korytarzu i zobaczyła jak jej ojciec wsiada do samochodu i odjeżdża do pracy. Dzięki temu była pewna, że jest sama w domu, bo to ojciec zawsze wychodził później. Chciała uniknąć tych porannych rozmów na temat tego jak dzisiaj może być w szkole. Nie tylko dlatego, że dziś miała w ogóle do niej nie iść, ale też po prostu dlatego, że nienawidziła takich pustych rozmów.
Rodziców praktycznie nie widywała. Czasami przelotnie. Zostawiali jej karteczki z wyjaśnieniami czemu w danej chwili ich nie ma i pieniądze. Zakupy zazwyczaj robił John - jej ojciec. Matka...no cóż matka zachowywała się tak jakby w ogóle tu nie mieszkała.
Opłukała twarz zimną wodą, pomalowała oczy jak codziennie po czym zbiegła po schodach, chwytając jeszcze torbę. W kuchni napiła się trochę zimnej herbaty, zrobionej kilka dni temu po czym wrzuciła do torby jakiś batonik, na opakowaniu którego pisało "Extra Odżywczy".
Wychodząc z domu, zatrzasnęła drzwi i ruszyła w wyznaczone wczoraj przez chłopaka miejsce.
Kiedy doszła na miejsce zobaczyła go czekającego na ławce.
- Myślałem, że się nie pojawisz. - powiedział wstając z ławki z uśmiechem.
- Wybacz, trochę za późno wstałam. - skinęła głową po czym rozejrzała się dookoła. - To gdzie pójdziemy.
- Chodź. Pokażę ci miejsce, w którym spotykają się tacy ludzie jak my. - zaśmiał się ironicznie po czym ruszył lekko przy tym pociągając Emily za nadgarstek. - Tak w ogóle jestem Axl. - skinął głową chłopak podając jej rękę, tak jak to robią czasami na filmach, kiedy się przedstawiają.
- Emily. - ścisnęła lekko jego rękę.
Po drodze Axl zadawał jej masę pytań, a ona rewanżowała się tym samym. Po dłuższej drodze jakimiś zakamarkami, którą chłopak wyjaśnił, że lepiej żeby nikt ich nie widział w czasie lekcji w mieście, doszli do opuszczonego magazynu za dworcem kolejowym.
- Cześć wszystkim. - powiedział do ludzi przy ścianie wchodząc do środka. - Mamy nową. Emily. - zrobił zabawny ruch przy czym ukłonił się przez co wyglądał bardzo słodko w oczach Em.
- Hej. - powiedziała niezbyt głośno do wszystkich.
- Rozgość się słonko. - rzucił półkrzykiem ktoś w rogu pomieszczeniu.
- Pierwszy raz? - powiedział chłopak w dłuższych ciemno-blond włosach z bandanką przewiązaną przy nadgarstku i łokciu. Wyglądał trochę jak ktoś z rockowej kapeli.
- Ale co pierwszy raz? - zapytała zdziwiona.
- Uciekasz z lekcji?
- Em.. Uhm.. - powiedziała lekko zawstydzona.
- Widać, ale nie przejmuj się. Każdy ma ten pierwszy raz.
- A długo już tu przychodzisz? - zapytała zaciekawiona.
- Od początku liceum. Teraz powinienem je kończyć, ale jakoś zatrzymałem się w pierwszej klasie. - zaśmiała się, jakby to nie było nic złego. - Jestem Chad.
- Emily. - odpowiedziała z uśmiechem. - Rodzica nie przeszkadza, że tyle razy nie zdałeś?
- Nie..No to znaczy tak. Na początku im to przeszkadzało. Wywalili mnie kilka razy ze szkół i teraz padło na Nowy Jork. tylko, że jeśli teraz mnie znów wyrzucą, to dam sobie spokój. - wzruszył ramionami i dodał zadowolony, co było trochę dziwne. - Matka z ojcem mają w dupie co będzie z moją przyszłością. Nawet nie zwracają uwagi czy jestem w domu czy nie.
- Dlaczego zacząłeś uciekać? - była coraz bardziej ciekawa.
- Ludzie mnie nie akceptują, a to przez to, że mam swój styl. Ktoś kto jest sobą, a nie plastikową kopią innych, nie jest tu mile widziany.
- Coś o tym wiem... - mruknęła.
- Ktoś chętny kupić działkę, bo idę? - z tłumu usłyszała głos Axl'a. Kilko osób podeszło do niego dając mu do ręki pieniądze.
- Chcesz też? - zapytał Chad wstając spod ściany.
- Ja nigdy... - zanim dokończyła Chad jej przerwał.
- Nie ma sprawy. Postawię ci coś małego i spróbujesz. - na jego słowa Em skinęła głową.
Zdawała sobie sprawę, co narkotyki robią z ludźmi, ale uznała, że może wcale nie będzie tak źle. "Oni biorą i żyją" - starała się aby ta myśl była na głównym planie w jej głowie. "W końcu to tylko mała działka, nic mi nie będzie."
czwartek, 12 lipca 2012
Rozdział Piąty.
Minął miesiąc, a ona nadal nie mogła się tu odnaleźć. Ojciec ciągle jej powtarzał, że z czasem będzie lepiej, ale nie było. Na lekcjach była zupełnie sama, przerwy spędzała w miejscach, gdzie nikogo nie było. Nie odzywała się, prawie nie oddychała przy innych. Każdy jej najmniejszy ruch, był dla reszty powodem do śmiechu. Nie raz miała ochotę po prostu zapaść się pod ziemię. Codziennie rano, jadąc do szkoły czuła jakby jechała na skazanie na śmierć, choć wydawało jej się, że to nawet było by lepsze.
Z dnia na dzień zaczęła się zmieniać. Zachowywała się inaczej nie tylko w szkole, ale i poza nią.
Jej matki i ojca praktycznie nie było w domu, a dziewczyna była sama ze swoimi problemami.
Miała dość życia, dość ludzi. Coraz częściej Emily przychodziły do głowy dziwne myśli, myśli samobójcze, depresyjne.
John przestał wozić ją do szkoły z braku czasu, więc Em musiała wybrać autobus szkolny, który dokładał jeszcze większą niechęć do jej życia.
Pewnego dnia wsiała rano do niego i zajęła "swoje" miejsce, gdzieś w środku. Na kolejnym przystanku wszedł uczeń, którego widziała tu pierwszy raz. Wyglądał jak męska wersja jej samej. Spojrzał po autobusie po czym usiadł na miejscu przed nią.
Kiedy auto ruszyło, chłopak obejrzał się do tyłu i spojrzał na nią zaciekawiony.
- Na wzorową uczennicę nie wyglądasz.
Emily spojrzała na siebie po czym spod włosów rzuciła mu niezrozumiane spojrzenie, ale odpowiedziała normalnie.
- Cieszy mnie to. - Em nigdy nie była wzorem do naśladowania.
Po jej słowach, chłopak przesiadł się szybko do tyłu i zaczął szeptem.
- Zrywam się jutro. Nie będę męczył się w szkole. - powiedział jak gdyby nigdy nic. - Idziesz ze mną?
Jego pytanie utkwiło jej w głowie, przewiercając w jej mózgu dziurę.
Nareszcie miała szanse z kimś się zaprzyjaźnić, ale czy chciała do tego dojść przez uciekanie z lekcji. Nawet go nie znała. Wtedy przypomniała sobie słowa rodziców, że przecież w końcu na pewno znajdzie przyjaciół.
Skinęła głową, na co chłopak odpowiedział wyjaśnieniami jak to ma wyglądać.
Było już za późno na jakiekolwiek zmienianie decyzji, ale nawet jej to nie przejmowało. Miała w końcu tą swoją "szansę".
W szkole okazało się, że chłopak jest nowy w szkole, ale jest z Nowego Jorku. Nazywał się Axl. Nie był w jej klasie, ale mieli wspólne lekcje. Na lekcji dramatu, chłopak zaprezentował swoje zdolności przed całą klasą, co wzbudziło w ludziach zachwyt.
Emily czuła zazdrość. Axl był traktowany jak normalny uczeń, jak człowiek, a ona? Była dla nich wszystkich nikim.
Kiedy wróciła ze szkoły o dziwo zastała w domu matkę.
- Córeczko - ton jej głosu sprawił, że Em chciała roześmiać się jej w twarz. Ta udawana słodycz i troska. - Jak w szkole kochanie?
- Normalnie. - odpowiedziała krótko, dodając po chwili uszczypliwie. - Co to za święto, że jesteś w domu?
- Muszę wziąć ważne dokumenty i jadę z powrotem. - powiedziała z przepraszającym uśmiechem, choć można było w tym wyczuć kłamstwo lub dziewczyna biła po prostu przewrażliwiona.
Już po chwili Ellen zamykała za sobą drzwi, a z podjazdu dało się słyszeć odjeżdżające auto.
Emily rzuciła torbę na ziemię w kuchni po czym wyjęła z lodówki puszkę jakiegoś słodkiego, gazowanego napoju.
Em jadła coraz mniej, a co ciekawsze przestawała czuć głód. Nie miała ochoty na pełne posiłki, wystarczył jej raz dziennie zjedzony batonik czy paczka chipsów z napojem energetyzującym.
Schudła. Wiedziała o tym, że robi się coraz chudsza i chudsza, ale nie zdawała sobie sprawy z tego, do czego to wszystko zmierza.
Z dnia na dzień zaczęła się zmieniać. Zachowywała się inaczej nie tylko w szkole, ale i poza nią.
Jej matki i ojca praktycznie nie było w domu, a dziewczyna była sama ze swoimi problemami.
Miała dość życia, dość ludzi. Coraz częściej Emily przychodziły do głowy dziwne myśli, myśli samobójcze, depresyjne.
John przestał wozić ją do szkoły z braku czasu, więc Em musiała wybrać autobus szkolny, który dokładał jeszcze większą niechęć do jej życia.
Pewnego dnia wsiała rano do niego i zajęła "swoje" miejsce, gdzieś w środku. Na kolejnym przystanku wszedł uczeń, którego widziała tu pierwszy raz. Wyglądał jak męska wersja jej samej. Spojrzał po autobusie po czym usiadł na miejscu przed nią.
Kiedy auto ruszyło, chłopak obejrzał się do tyłu i spojrzał na nią zaciekawiony.
- Na wzorową uczennicę nie wyglądasz.
Emily spojrzała na siebie po czym spod włosów rzuciła mu niezrozumiane spojrzenie, ale odpowiedziała normalnie.
- Cieszy mnie to. - Em nigdy nie była wzorem do naśladowania.
Po jej słowach, chłopak przesiadł się szybko do tyłu i zaczął szeptem.
- Zrywam się jutro. Nie będę męczył się w szkole. - powiedział jak gdyby nigdy nic. - Idziesz ze mną?
Jego pytanie utkwiło jej w głowie, przewiercając w jej mózgu dziurę.
Nareszcie miała szanse z kimś się zaprzyjaźnić, ale czy chciała do tego dojść przez uciekanie z lekcji. Nawet go nie znała. Wtedy przypomniała sobie słowa rodziców, że przecież w końcu na pewno znajdzie przyjaciół.
Skinęła głową, na co chłopak odpowiedział wyjaśnieniami jak to ma wyglądać.
Było już za późno na jakiekolwiek zmienianie decyzji, ale nawet jej to nie przejmowało. Miała w końcu tą swoją "szansę".
W szkole okazało się, że chłopak jest nowy w szkole, ale jest z Nowego Jorku. Nazywał się Axl. Nie był w jej klasie, ale mieli wspólne lekcje. Na lekcji dramatu, chłopak zaprezentował swoje zdolności przed całą klasą, co wzbudziło w ludziach zachwyt.
Emily czuła zazdrość. Axl był traktowany jak normalny uczeń, jak człowiek, a ona? Była dla nich wszystkich nikim.
Kiedy wróciła ze szkoły o dziwo zastała w domu matkę.
- Córeczko - ton jej głosu sprawił, że Em chciała roześmiać się jej w twarz. Ta udawana słodycz i troska. - Jak w szkole kochanie?
- Normalnie. - odpowiedziała krótko, dodając po chwili uszczypliwie. - Co to za święto, że jesteś w domu?
- Muszę wziąć ważne dokumenty i jadę z powrotem. - powiedziała z przepraszającym uśmiechem, choć można było w tym wyczuć kłamstwo lub dziewczyna biła po prostu przewrażliwiona.
Już po chwili Ellen zamykała za sobą drzwi, a z podjazdu dało się słyszeć odjeżdżające auto.
Emily rzuciła torbę na ziemię w kuchni po czym wyjęła z lodówki puszkę jakiegoś słodkiego, gazowanego napoju.
Em jadła coraz mniej, a co ciekawsze przestawała czuć głód. Nie miała ochoty na pełne posiłki, wystarczył jej raz dziennie zjedzony batonik czy paczka chipsów z napojem energetyzującym.
Schudła. Wiedziała o tym, że robi się coraz chudsza i chudsza, ale nie zdawała sobie sprawy z tego, do czego to wszystko zmierza.
czwartek, 5 lipca 2012
Rozdział Czwarty.
Kiedy zeszła do kuchni na stole stał już talerz z jedzeniem.
- Smacznego - powiedział uśmiechnięty mężczyzna.
Dziewczyna spojrzała tylko na jedzenie i uśmiechnęła się jakby do tego zmuszona.
- Wiesz...To wygląda naprawdę pysznie, ale nie jestem głodna. - Emily powiedziała lekko przymilnym głosem.
- Przecież musisz coś jeść. - twarz jej ojca wyglądała na zakłopotaną.
Mężczyzna zawsze wyglądał na wesołego, z jego twarzy nie znikał miły i przyjazny uśmiech. Teraz jednak zaczynał pokazywać, że martwi się o córkę.
John miał troszkę dłuższe, ciemno-brązowe włosy oraz oczy o tym samym kolorze, dzięki czemu wyglądał jak Johnny Depp z filmu "Sekretne Okno". Był wysokim i przystojnym mężczyzną co jeszcze bardziej dodawało mu uroku jaki posiadał słynny aktor.
To po ojcu Emily odziedziczyła gust muzyczny. Może to właśnie dlatego tak dobrze się rozumieli. Byli prawie identyczni, nie licząc odmiennej płci.
- Tak wiem, ale ja naprawdę nie mam ochoty. - spojrzała na niego, starając się wyglądać jak najbardziej wiarygodnie.
Mężczyzna westchnął po czym wskazał głową wyjście z kuchni.
- Na pewno jest bardzo dobre... - po tych słowach, uśmiechnęła się i wstała z krzesła.
- Co jest takie pyszne? - w drzwiach zatrzymała ją Ellen, która właśnie wróciła do domu.
- Emm...Obiad - powiedziała szybko dziewczyna.
John wiedział, że jeśli jego żona dowie się, że córka nic nie jadła, każe jej jeść na siłę, a to nie było dobre wyjście, bo zmuszanie do jedzenia, jest najgorszą rzeczą, jaką można było w tej sytuacji zrobić.
Ellen wyglądała na spokojną kobietę, ale potrafiła postawić na swoim.
Kobieta miała blond włosy, lekko podcięte za ramiona. Była szczupłą kobietą, która ubierała się dość elegancko i formalnie. Nigdy nie można było jej zobaczyć w dresie czy wyciągniętej bluzce.
John odstawił z powrotem na stół talerz, z którego miała jeść Emily po czym dostawił jeszcze jeden dla siebie. Oboje usiedli do stołu. Mężczyzna spojrzał jeszcze na córkę, która stała w drzwiach, a w jego oczach było widać pytanie, czy aby na pewno Em nie chce jeść. Dziewczyna pokręciła głową i uśmiechnęła się do ojca po czym ruszyła do siebie.
Będąc w swoim pokoju położyła się na łóżku włączając telewizor na kanele, który ją zaciekawił. Była zadowolona, że ojciec kupił jej telewizor, bo skoro nie miała z kim wyjść, mogła chociaż oglądać. Nie cieszyła się z tego, że cały weekend ma spędzić przed TV, ale musiała się z tym pogodzić.
Nie minęła dużo czasu jak zaczęło jej burczeć w brzuchu. Ignorowała jednak te uczucie dawane przez jej żołądek - NIE CHCIAŁA ZEJŚĆ NA DÓŁ PO JEDZENIE.
Sięgnęła po paczkę chipsów leżącą na stoliku obok łóżka. Zjadła ich trochę popijając już odgazowaną colą. To były tylko puste kalorie, którymi Emily nie mogła zaspokoić głodu.
Oglądała właśnie reality show "Ekipa z New Jersey", którego właściwie nienawidziła, ale po dłuższej chwili gapienia się w ekran telewizora zasnęła.
Obudziła się dopiero rano. Czując zmęczenie i głód. Spojrzała na wyświetlacz telefonu, który leżał obok niej., było po godzinie 8 rano.
Zeszła na dół, zachowując ciszę, aby nie budzić rodziców.
Kiedy dziewczyna weszła do kuchni, zobaczyła karteczkę, na której coś było nabazgrane czarnym długopisem: -"Tata jest w pracy, wróci dość późno wieczorem, a ja musiałam wyjechać - służbowa sprawa - Wrócę w poniedziałek. Mama"- Czytając to Emily westchnęła głęboko. Wyjęła z lodówki mleko po czym postawiła je na gaz, aby je podgrzać. Po kilku minutach jej "śniadanie" było gotowe - kakao i jakieś maślane ciastka.
Nie zastanawiało jej nawet co właściwie robi. W Dallas, Em bardzo brała do siebie sprawy żywienia, ale teraz to w ogóle przestało się dla niej liczyć.
Wróciła do pokoju, postawiła kubek i opakowanie ciastek na biurko. Następnie wzięła jakieś ubrania z komody i poszła do łazienki. (..)
Spojrzała w lustro. Wyglądała okropnie. Tusz był rozmazany, włosy splątane. nie poznała sama siebie. Zmyła cały makijaż wilgotną chusteczką, po czym weszła pod prysznic. Była pod nim dość długo, praktycznie tylko stojąc. Woda spływała po jej ciele, co sprawiało, że czuła się jakoś lepiej. Jej ciemne włosy były już całkowicie mokre przy czym wyglądały prawie na czarne.
Ubrana i czysta wróciła do pokoju, wzięła "śniadanie" i położyła się z powrotem na łóżku. Kakao było już prawie zimne, ale nie przeszkadzało jej to.
Przełączyła kanał z MTV, który leciał całą noc, kiedy ona spała, na Comedy Central. Oglądając jakiś serial, popijała czekoladowy napój, jedząc ciasteczka. Zaspokoiło to na jakiś czas jej głód.
Zapowiadał się dzień przeleżany w łóżku przed telewizorem.
- Smacznego - powiedział uśmiechnięty mężczyzna.
Dziewczyna spojrzała tylko na jedzenie i uśmiechnęła się jakby do tego zmuszona.
- Wiesz...To wygląda naprawdę pysznie, ale nie jestem głodna. - Emily powiedziała lekko przymilnym głosem.
- Przecież musisz coś jeść. - twarz jej ojca wyglądała na zakłopotaną.
Mężczyzna zawsze wyglądał na wesołego, z jego twarzy nie znikał miły i przyjazny uśmiech. Teraz jednak zaczynał pokazywać, że martwi się o córkę.
John miał troszkę dłuższe, ciemno-brązowe włosy oraz oczy o tym samym kolorze, dzięki czemu wyglądał jak Johnny Depp z filmu "Sekretne Okno". Był wysokim i przystojnym mężczyzną co jeszcze bardziej dodawało mu uroku jaki posiadał słynny aktor.
To po ojcu Emily odziedziczyła gust muzyczny. Może to właśnie dlatego tak dobrze się rozumieli. Byli prawie identyczni, nie licząc odmiennej płci.
- Tak wiem, ale ja naprawdę nie mam ochoty. - spojrzała na niego, starając się wyglądać jak najbardziej wiarygodnie.
Mężczyzna westchnął po czym wskazał głową wyjście z kuchni.
- Na pewno jest bardzo dobre... - po tych słowach, uśmiechnęła się i wstała z krzesła.
- Co jest takie pyszne? - w drzwiach zatrzymała ją Ellen, która właśnie wróciła do domu.
- Emm...Obiad - powiedziała szybko dziewczyna.
John wiedział, że jeśli jego żona dowie się, że córka nic nie jadła, każe jej jeść na siłę, a to nie było dobre wyjście, bo zmuszanie do jedzenia, jest najgorszą rzeczą, jaką można było w tej sytuacji zrobić.
Ellen wyglądała na spokojną kobietę, ale potrafiła postawić na swoim.
Kobieta miała blond włosy, lekko podcięte za ramiona. Była szczupłą kobietą, która ubierała się dość elegancko i formalnie. Nigdy nie można było jej zobaczyć w dresie czy wyciągniętej bluzce.
John odstawił z powrotem na stół talerz, z którego miała jeść Emily po czym dostawił jeszcze jeden dla siebie. Oboje usiedli do stołu. Mężczyzna spojrzał jeszcze na córkę, która stała w drzwiach, a w jego oczach było widać pytanie, czy aby na pewno Em nie chce jeść. Dziewczyna pokręciła głową i uśmiechnęła się do ojca po czym ruszyła do siebie.
Będąc w swoim pokoju położyła się na łóżku włączając telewizor na kanele, który ją zaciekawił. Była zadowolona, że ojciec kupił jej telewizor, bo skoro nie miała z kim wyjść, mogła chociaż oglądać. Nie cieszyła się z tego, że cały weekend ma spędzić przed TV, ale musiała się z tym pogodzić.
Nie minęła dużo czasu jak zaczęło jej burczeć w brzuchu. Ignorowała jednak te uczucie dawane przez jej żołądek - NIE CHCIAŁA ZEJŚĆ NA DÓŁ PO JEDZENIE.
Sięgnęła po paczkę chipsów leżącą na stoliku obok łóżka. Zjadła ich trochę popijając już odgazowaną colą. To były tylko puste kalorie, którymi Emily nie mogła zaspokoić głodu.
Oglądała właśnie reality show "Ekipa z New Jersey", którego właściwie nienawidziła, ale po dłuższej chwili gapienia się w ekran telewizora zasnęła.
Obudziła się dopiero rano. Czując zmęczenie i głód. Spojrzała na wyświetlacz telefonu, który leżał obok niej., było po godzinie 8 rano.
Zeszła na dół, zachowując ciszę, aby nie budzić rodziców.
Kiedy dziewczyna weszła do kuchni, zobaczyła karteczkę, na której coś było nabazgrane czarnym długopisem: -"Tata jest w pracy, wróci dość późno wieczorem, a ja musiałam wyjechać - służbowa sprawa - Wrócę w poniedziałek. Mama"- Czytając to Emily westchnęła głęboko. Wyjęła z lodówki mleko po czym postawiła je na gaz, aby je podgrzać. Po kilku minutach jej "śniadanie" było gotowe - kakao i jakieś maślane ciastka.
Nie zastanawiało jej nawet co właściwie robi. W Dallas, Em bardzo brała do siebie sprawy żywienia, ale teraz to w ogóle przestało się dla niej liczyć.
Wróciła do pokoju, postawiła kubek i opakowanie ciastek na biurko. Następnie wzięła jakieś ubrania z komody i poszła do łazienki. (..)
Spojrzała w lustro. Wyglądała okropnie. Tusz był rozmazany, włosy splątane. nie poznała sama siebie. Zmyła cały makijaż wilgotną chusteczką, po czym weszła pod prysznic. Była pod nim dość długo, praktycznie tylko stojąc. Woda spływała po jej ciele, co sprawiało, że czuła się jakoś lepiej. Jej ciemne włosy były już całkowicie mokre przy czym wyglądały prawie na czarne.
Ubrana i czysta wróciła do pokoju, wzięła "śniadanie" i położyła się z powrotem na łóżku. Kakao było już prawie zimne, ale nie przeszkadzało jej to.
Przełączyła kanał z MTV, który leciał całą noc, kiedy ona spała, na Comedy Central. Oglądając jakiś serial, popijała czekoladowy napój, jedząc ciasteczka. Zaspokoiło to na jakiś czas jej głód.
Zapowiadał się dzień przeleżany w łóżku przed telewizorem.
poniedziałek, 2 lipca 2012
Rozdział Trzeci.
Na początek przepraszam, za ogromne opóźnienie na blogu. Zdaję sobie z tego sprawę, ale naprawdę nie miałam kiedy napisać tego rozdziału na blogu, bo na kartce z zeszytu już dawno się pojawił, więc nie zapomniałam o tym opowiadaniu.
A teraz do rzeczy :
Rozdział Trzeci :
Po pierwszym dniu spędzonym w nowej szkole, już miała jej dosyć. Wróciła do domu autobusem, w którym wcale nie było lepiej.
Kiedy dotarła na miejsce z ulgą wysiadła z pojazdu. Wchodząc do środka nie zastała nikogo w domu. Rzuciła torbę na ziemię przy drzwiach po czym ruszyła do kuchni. Zanim jednak tam doszła, zobaczyła dużo kartonów w salonie. Były to ich rzeczy ze starego domu. Emily znalazła kartony ze swoim imieniem napisanym na wierzchu. Otwierając pierwszy z nich, znalazła swoje płyty, książki (..). Starała się wziąć na raz jak najwięcej rzeczy z kartonu, aby zanieść do pokoju na górze.
Wyjmując z pudeł swoje rzeczy, na jej twarzy pojawił się uśmiech. Dzięki nim była jakby bliżej Dallas, przyjaciół i starego życia.
Następne pudło było pełne jej ubrań, butów i dodatków, w których większość stanowiły rockowe gadżety. Kiedy uporządkowała już swoje rzeczy, zobaczyła na stoliku przy kanapie torbę z jej laptopem. Wyjęła go i włączyła, wchodząc do kuchni. Następnie postawiła laptopa na stole, a sama z lodówki wyjęła puszkę coli i jakieś - paprykowe, które były jej ulubionymi - chipsy z szafki.
Jej tata zdążył już zrobić zakupy i całe szczęście, bo była ona strasznie głodna, jako że w szkole nawet nie pomyślała o jedzeniu.
Włączając swoją playlistę, wzięła jedzenie i laptopa, po czym ruszyła do pokoju. Będąc już na górze, położyła wszystko na łóżku i wygodnie się na nim usadziła.
Pisząc ze znajomymi przez różne komunikatory i portale społecznościowe, minęła jakaś godzina. W pewnym momencie dziewczyna usłyszała otwierające się drzwi wejściowe i po chwili głos ojca.
- Emily, kochanie! Jesteś w domu? Mam coś dla ciebie! - krzyknął John.
- Jestem u siebie...! - powiedziała głośno, ale nie można było tego nazwać krzykiem.
Po chwili w drzwiach jej pokoju pojawił się mężczyzna z wielkim kartonem, który od razu postawił na ziemi przy komodzie.
- Zawsze narzekałaś, że powinnaś mieć własny telewizor. - uśmiechnął się szeroko ojciec dziewczyny. - No więc proszę. - skinął głową i zaczął otwierać pudło.
- Dzięki tato. - uśmiechnęła się lekko do niego przyciszając trochę muzykę.
- Gdzie ci go powiesić? - zapytał z uśmiechem.
- Może być nad komodą. - wskazała lekko brodą Emily. - Pomóc ci?
- Nie dziękuję. - po tych słowach John zajął się telewizorem, ale po chwili dodał jeszcze:
- Jak pierwszy dzień w szkole? Nie chwalisz się. - mówił z taką radością i ciekawością w głosie, że Emily nie miała serca być niemiła.
- A jak sądzisz...? - uniosła ku niemu oczy znad monitora.
- Sądzę, że było bardzo dobrze. Ludzie cię polubili, nauczyciele też, szkoła jest cudowna. - powiedział wesoło mężczyzna.
- Taa...Pewnie. - zmarszczyła brwi pod jego adresem, lecz nie dopowiedziała nic poza tym.
Nie minęło parę minut, a telewizor już wisiał nad komodą, John natomiast zajął się programowaniem go.
- Gotowe. - powiedział z uśmiechem "małego majsterkowicza" kiedy skończył.
- Dziękuję tato. - przytuliła ojca dziewczyna z uśmiechem.
John był Emily znacznie bliższy niż jej matka Ellen. Nigdy nie potrafiły się dogadać. Emily zawsze potrafiła ją zdenerwować jak i zresztą na odwrót. Z ojcem nigdy nie miała tego problemu.
Kiedy John wyszedł z pokoju dopowiadając, że obiad będzie na godzinę 16, dziewczyna włączyła na nowym telewizorze kanał MTV Rocks po czym wróciła do pisania z przyjaciółmi i przeglądania jakichś stron w internecie. Nawet się nie spostrzegła, kiedy na zegarze wskazówki wskazały godzinę 16, a jej tata zawołał ją na obiad. Posłusznie zeszła, ale musiała przyznać sama przed sobą, że po prostu nie ma ochoty na jedzenie. Na samą myśl o weekendzie, który miała spędzić w domu, odechciewało jej się wszystkiego.
A teraz do rzeczy :
Rozdział Trzeci :
Po pierwszym dniu spędzonym w nowej szkole, już miała jej dosyć. Wróciła do domu autobusem, w którym wcale nie było lepiej.
Kiedy dotarła na miejsce z ulgą wysiadła z pojazdu. Wchodząc do środka nie zastała nikogo w domu. Rzuciła torbę na ziemię przy drzwiach po czym ruszyła do kuchni. Zanim jednak tam doszła, zobaczyła dużo kartonów w salonie. Były to ich rzeczy ze starego domu. Emily znalazła kartony ze swoim imieniem napisanym na wierzchu. Otwierając pierwszy z nich, znalazła swoje płyty, książki (..). Starała się wziąć na raz jak najwięcej rzeczy z kartonu, aby zanieść do pokoju na górze.
Wyjmując z pudeł swoje rzeczy, na jej twarzy pojawił się uśmiech. Dzięki nim była jakby bliżej Dallas, przyjaciół i starego życia.
Następne pudło było pełne jej ubrań, butów i dodatków, w których większość stanowiły rockowe gadżety. Kiedy uporządkowała już swoje rzeczy, zobaczyła na stoliku przy kanapie torbę z jej laptopem. Wyjęła go i włączyła, wchodząc do kuchni. Następnie postawiła laptopa na stole, a sama z lodówki wyjęła puszkę coli i jakieś - paprykowe, które były jej ulubionymi - chipsy z szafki.
Jej tata zdążył już zrobić zakupy i całe szczęście, bo była ona strasznie głodna, jako że w szkole nawet nie pomyślała o jedzeniu.
Włączając swoją playlistę, wzięła jedzenie i laptopa, po czym ruszyła do pokoju. Będąc już na górze, położyła wszystko na łóżku i wygodnie się na nim usadziła.
Pisząc ze znajomymi przez różne komunikatory i portale społecznościowe, minęła jakaś godzina. W pewnym momencie dziewczyna usłyszała otwierające się drzwi wejściowe i po chwili głos ojca.
- Emily, kochanie! Jesteś w domu? Mam coś dla ciebie! - krzyknął John.
- Jestem u siebie...! - powiedziała głośno, ale nie można było tego nazwać krzykiem.
Po chwili w drzwiach jej pokoju pojawił się mężczyzna z wielkim kartonem, który od razu postawił na ziemi przy komodzie.
- Zawsze narzekałaś, że powinnaś mieć własny telewizor. - uśmiechnął się szeroko ojciec dziewczyny. - No więc proszę. - skinął głową i zaczął otwierać pudło.
- Dzięki tato. - uśmiechnęła się lekko do niego przyciszając trochę muzykę.
- Gdzie ci go powiesić? - zapytał z uśmiechem.
- Może być nad komodą. - wskazała lekko brodą Emily. - Pomóc ci?
- Nie dziękuję. - po tych słowach John zajął się telewizorem, ale po chwili dodał jeszcze:
- Jak pierwszy dzień w szkole? Nie chwalisz się. - mówił z taką radością i ciekawością w głosie, że Emily nie miała serca być niemiła.
- A jak sądzisz...? - uniosła ku niemu oczy znad monitora.
- Sądzę, że było bardzo dobrze. Ludzie cię polubili, nauczyciele też, szkoła jest cudowna. - powiedział wesoło mężczyzna.
- Taa...Pewnie. - zmarszczyła brwi pod jego adresem, lecz nie dopowiedziała nic poza tym.
Nie minęło parę minut, a telewizor już wisiał nad komodą, John natomiast zajął się programowaniem go.
- Gotowe. - powiedział z uśmiechem "małego majsterkowicza" kiedy skończył.
- Dziękuję tato. - przytuliła ojca dziewczyna z uśmiechem.
John był Emily znacznie bliższy niż jej matka Ellen. Nigdy nie potrafiły się dogadać. Emily zawsze potrafiła ją zdenerwować jak i zresztą na odwrót. Z ojcem nigdy nie miała tego problemu.
Kiedy John wyszedł z pokoju dopowiadając, że obiad będzie na godzinę 16, dziewczyna włączyła na nowym telewizorze kanał MTV Rocks po czym wróciła do pisania z przyjaciółmi i przeglądania jakichś stron w internecie. Nawet się nie spostrzegła, kiedy na zegarze wskazówki wskazały godzinę 16, a jej tata zawołał ją na obiad. Posłusznie zeszła, ale musiała przyznać sama przed sobą, że po prostu nie ma ochoty na jedzenie. Na samą myśl o weekendzie, który miała spędzić w domu, odechciewało jej się wszystkiego.
czwartek, 14 czerwca 2012
Rozdział Drugi.
- To ostatnia szansa, żebyś coś dziś zjadła. - wchodząc do pokoju córki, odezwała się Ellen. Kobieta miała w ręku talerz z kawałkiem pizzy i puszkę coca-coli.
- Nie jestem głodna. - odpowiedziała szybko Emily.
Kobieta postawiła jedzenie na biurku po czym usiadła obok córki na łóżku.
- Przepraszam, ale nie mogę cię jutro odwieść do szkoły. Będę już w pracy. Ojciec cię zawiezie. - Ellen skinęła głową.
- Że co?! - wrzasnęła dziewczyna. - Dopiero się wprowadziliśmy, a tu już wysyłasz mnie do szkoły?! Nie znam w ogóle miasta, nie wiem gdzie jest szkoła...
- Nie możesz przestać się uczyć z powodu przeprowadzki. - jej głos brzmiał rozsądnie i spokojnie. - Do szkoły my cię będziemy wozić, a z powrotem możesz jechać autobusem szkolnym.
Emily musiała przyznać sama przed sobą, że wcale nie chodzi o to, że nie zna miasta, ale o to, że się boi. Nowy uczeń w szkole, jest dobrym powodem do żartów. Dobrze o tym wiedziała, bo w jej starej szkole dość często pojawiali się nowi i na pewno nie było im w pierwszych dniach łatwo.
- Nie możesz trochę poczekać ze szkołą? Aż poznam trochę miasto...? - Em za wszelką cenę, nie chciała przyznać się do strachu.
- Dobrze wiesz, że to tak nie działa. - po tych słowach kobieta wstała z miejsca i ruszyła w stronę drzwi. - Masz jutro na 9.30, tata będzie w domu więc nawet nie myśl, że uda ci się nie pójść. - Ellen wyszła z pokoju, zostawiając córkę samą.
Na drugi dzień Emily niechętnie wstała z łóżka. Wiedziała, że nie ma wyjścia.
Wyjęła z komody czarne rurki, t-shirt z zespołem Nirvana po czym wolnym ruchem założyła je na siebie. Następnie włożyła czerwone conversy po czym na ręku zawiązała bandankę o tym samym kolorze, która była nieodłączną częścią jej stroju. Przeczesała lekko swoje ciemne włosy szczotką i pomalowała oczy czarną kredką.
Kiedy zeszła na dół zastała ojca w kuchni. Jak przypuszczała dziewczyna, robił jakieś śniadanie.
- Jednak wstałaś. - powiedział z uśmiechem John.
- A miałam wyjście? - burknęła sarkastycznie.
- Ładnie dziś wyglądasz. - odezwał się chcąc zmienić temat.
- Taaa, dzięki. - mruknęła.
- Proszę śniadanie. - mężczyzna z uśmiechem postawił przed nią na stole talerz z kanapkami i herbatę.
- Nie jestem głodna.
- Musisz coś zjeść przed szkołą.- spojrzał na córkę poważnym wzrokiem. - Choć jedną. - Emily z niechęcią wzięła jedną z kanapek, zaczynając ją powoli jeść, popijając herbatą.
- Pójdę się do końca ubrać, a ty spokojnie zjedz. - skinął głową, a uśmiech nie znikał z jego twarzy. - Później możemy jechać.
- Nie śpiesz się...
Nie minęło 10 minut, a oni już byli w samochodzie. Jedyne co Em miała w głowie, to to czy w ogóle przeżyje pierwszy dzień.
Po dłuższej jeździe autem, znaleźli się na parkingu szkoły.
- Iść z tobą? - zapytał John.
- Nie, dzięki. - pokręciła głową, spoglądając na szkołę.
- No dobrze, to ja jadę. Poradzisz sobie?
- Nie. - spojrzała na ojca Emily.
- Dasz radę. - uśmiechnął się pocieszająco po czym odpalił samochód i odjechał.
Dziewczyna ruszyła po woli w stronę szkoły, nie rozglądając się zbytnio po ludziach. Idąc w stronę recepcji, słyszała komentarze w stylu "To Ta Nowa". Trafiając cudem do recepcji, westchnęła z ulgą. Jakaś kobieta dała jej karteczkę z planem lekcji i numerami klas. Emily bez ociągania, ruszyła do pierwszej z nich.
Kiedy już do niej trafiła, usiadła w ostatniej ławce, a po chwili do klasy wszedł nauczyciel. Wyskoki, starszy mężczyzna z miłym uśmiechem. Spojrzał on na dziewczynę i uśmiechnął się jeszcze szerzej, wskazując ją ręką. tego właśnie Em chciała uniknąć - przedstawiania przed całą klasą.
- Dzień dobry. Wstań proszę. - poprosił nauczyciel. - Ja jestem Williams i uczę w tej szkole angielskiego. Przedstawisz się nam? - zapytał, ale było wiadomo, że nie ma wyboru.
- Emily. - mruknęła.
- Głośniej! - krzyknęło kilka osób z klasy.
- Emily... - powtórzyła głośniej.
- Bardzo nam miło. - odpowiedział nauczyciel po czym skinął głową, że może usiąść.
Na każdej kolejnej lekcji, było tak samo. Nauczyciel przedstawiał się jej, a ona przedstawiała się klasie, a do tego kilka osób dodawało swój komentarz.
Emily nie skupiała się na lekcjach i tematach, które właśnie przerabiała klasa. Prosiła w duchu, żeby ten pierwszy dzień wreszcie się skończył.
Na przerwach ludzie, którzy ją mijali komentowali złośliwie jej styl ubioru, jej wygląd i dodawali jakieś głupie gadki o nowych w szkole. Niektóre z nich potrafiły ją dotknąć tak mocno, że musiała powstrzymać się od płaczu. Nie miała zamiaru płakać z powodu głupich docinków, tylko raczej bezradności. Nie miała do kogo się odezwać, bo była w końcu nowa. Czas na przerwach spędzała gdzieś, gdzie ludzi było jak najmniej. Nie była osobą, która boi się odezwać, która boi się ludzi, ale ten dzień ją przerósł.
W normalnych okolicznościach na głupie gadki ludzi, odpowiedziałaby od razu, ale nie tym razem, teraz miała ochotę zapaść się pod ziemię i zniknąć. Niestety...Nie wszystko jest takie proste.
- Nie jestem głodna. - odpowiedziała szybko Emily.
Kobieta postawiła jedzenie na biurku po czym usiadła obok córki na łóżku.
- Przepraszam, ale nie mogę cię jutro odwieść do szkoły. Będę już w pracy. Ojciec cię zawiezie. - Ellen skinęła głową.
- Że co?! - wrzasnęła dziewczyna. - Dopiero się wprowadziliśmy, a tu już wysyłasz mnie do szkoły?! Nie znam w ogóle miasta, nie wiem gdzie jest szkoła...
- Nie możesz przestać się uczyć z powodu przeprowadzki. - jej głos brzmiał rozsądnie i spokojnie. - Do szkoły my cię będziemy wozić, a z powrotem możesz jechać autobusem szkolnym.
Emily musiała przyznać sama przed sobą, że wcale nie chodzi o to, że nie zna miasta, ale o to, że się boi. Nowy uczeń w szkole, jest dobrym powodem do żartów. Dobrze o tym wiedziała, bo w jej starej szkole dość często pojawiali się nowi i na pewno nie było im w pierwszych dniach łatwo.
- Nie możesz trochę poczekać ze szkołą? Aż poznam trochę miasto...? - Em za wszelką cenę, nie chciała przyznać się do strachu.
- Dobrze wiesz, że to tak nie działa. - po tych słowach kobieta wstała z miejsca i ruszyła w stronę drzwi. - Masz jutro na 9.30, tata będzie w domu więc nawet nie myśl, że uda ci się nie pójść. - Ellen wyszła z pokoju, zostawiając córkę samą.
Na drugi dzień Emily niechętnie wstała z łóżka. Wiedziała, że nie ma wyjścia.
Wyjęła z komody czarne rurki, t-shirt z zespołem Nirvana po czym wolnym ruchem założyła je na siebie. Następnie włożyła czerwone conversy po czym na ręku zawiązała bandankę o tym samym kolorze, która była nieodłączną częścią jej stroju. Przeczesała lekko swoje ciemne włosy szczotką i pomalowała oczy czarną kredką.
Kiedy zeszła na dół zastała ojca w kuchni. Jak przypuszczała dziewczyna, robił jakieś śniadanie.
- Jednak wstałaś. - powiedział z uśmiechem John.
- A miałam wyjście? - burknęła sarkastycznie.
- Ładnie dziś wyglądasz. - odezwał się chcąc zmienić temat.
- Taaa, dzięki. - mruknęła.
- Proszę śniadanie. - mężczyzna z uśmiechem postawił przed nią na stole talerz z kanapkami i herbatę.
- Nie jestem głodna.
- Musisz coś zjeść przed szkołą.- spojrzał na córkę poważnym wzrokiem. - Choć jedną. - Emily z niechęcią wzięła jedną z kanapek, zaczynając ją powoli jeść, popijając herbatą.
- Pójdę się do końca ubrać, a ty spokojnie zjedz. - skinął głową, a uśmiech nie znikał z jego twarzy. - Później możemy jechać.
- Nie śpiesz się...
Nie minęło 10 minut, a oni już byli w samochodzie. Jedyne co Em miała w głowie, to to czy w ogóle przeżyje pierwszy dzień.
Po dłuższej jeździe autem, znaleźli się na parkingu szkoły.
- Iść z tobą? - zapytał John.
- Nie, dzięki. - pokręciła głową, spoglądając na szkołę.
- No dobrze, to ja jadę. Poradzisz sobie?
- Nie. - spojrzała na ojca Emily.
- Dasz radę. - uśmiechnął się pocieszająco po czym odpalił samochód i odjechał.
Dziewczyna ruszyła po woli w stronę szkoły, nie rozglądając się zbytnio po ludziach. Idąc w stronę recepcji, słyszała komentarze w stylu "To Ta Nowa". Trafiając cudem do recepcji, westchnęła z ulgą. Jakaś kobieta dała jej karteczkę z planem lekcji i numerami klas. Emily bez ociągania, ruszyła do pierwszej z nich.
Kiedy już do niej trafiła, usiadła w ostatniej ławce, a po chwili do klasy wszedł nauczyciel. Wyskoki, starszy mężczyzna z miłym uśmiechem. Spojrzał on na dziewczynę i uśmiechnął się jeszcze szerzej, wskazując ją ręką. tego właśnie Em chciała uniknąć - przedstawiania przed całą klasą.
- Dzień dobry. Wstań proszę. - poprosił nauczyciel. - Ja jestem Williams i uczę w tej szkole angielskiego. Przedstawisz się nam? - zapytał, ale było wiadomo, że nie ma wyboru.
- Emily. - mruknęła.
- Głośniej! - krzyknęło kilka osób z klasy.
- Emily... - powtórzyła głośniej.
- Bardzo nam miło. - odpowiedział nauczyciel po czym skinął głową, że może usiąść.
Na każdej kolejnej lekcji, było tak samo. Nauczyciel przedstawiał się jej, a ona przedstawiała się klasie, a do tego kilka osób dodawało swój komentarz.
Emily nie skupiała się na lekcjach i tematach, które właśnie przerabiała klasa. Prosiła w duchu, żeby ten pierwszy dzień wreszcie się skończył.
Na przerwach ludzie, którzy ją mijali komentowali złośliwie jej styl ubioru, jej wygląd i dodawali jakieś głupie gadki o nowych w szkole. Niektóre z nich potrafiły ją dotknąć tak mocno, że musiała powstrzymać się od płaczu. Nie miała zamiaru płakać z powodu głupich docinków, tylko raczej bezradności. Nie miała do kogo się odezwać, bo była w końcu nowa. Czas na przerwach spędzała gdzieś, gdzie ludzi było jak najmniej. Nie była osobą, która boi się odezwać, która boi się ludzi, ale ten dzień ją przerósł.
W normalnych okolicznościach na głupie gadki ludzi, odpowiedziałaby od razu, ale nie tym razem, teraz miała ochotę zapaść się pod ziemię i zniknąć. Niestety...Nie wszystko jest takie proste.
wtorek, 12 czerwca 2012
Rozdział Pierwszy.
Nie mogła uwierzyć, że rodzice jej to robią. Wszystko co było dla niej najważniejsze, znajdowało się w Dallas, a teraz ma to wszystko zostawić i o tym zapomnieć? Nie mieściło jej się to w głowie. Nie rozumiała matki, która w ogóle nie liczyła się z jej słowami. Nie chciała słuchać ojca, który przekonywał ją, że w Nowym Jorku będzie jeszcze lepiej.
- Masz zamiar nie odzywać się do mnie i do matki całą drogę? - John, jej ojciec, spojrzał w lusterko samochodowe, w którym widział córkę. Ona zaś odburknęła coś tylko pod nosem, wpatrując się na coś za oknem.
- Emily! - natarła na nią Ellen.
- Zniszczyliście mi życie. - burknęła groźnie po czym podgłośniła muzykę w słuchawkach, nie odrywając wzroku od mijanych krajobrazów.
Po długiej jeździe, wielu postojach dojechali na miejsce.
- Mogliście chociaż wybrać samolot. - mruknęła obrażona nadal Em, wysiadając z auta.
- Nie narzekaj kochanie. - powiedział radosnym głosem jej ojciec. - Spójrz lepiej w czym będziemy mieszkać.
Była to długa dzielnica domków jednorodzinnych. Ich nowy dom, był jednym z większych i ładniejszych. Przed nim znajdowało się małe podwórko, a obok garaż.
John i Ellen otworzyli bagażnik samochodu po czym zabrali się za wyjmowanie z niego toreb, które chcieli wziąć ze sobą. Reszta rzeczy miała dojechać później, za pomocą firmy przewozowej.
Dziewczyna podeszła do rodziców, wyciągnęła z bagażnika swoje dwie torby, w których były niezbędne dla niej rzeczy, a następnie ruszyła do domu.
- Może byś nam pomogła księżniczko? - podniosła wzrok znad bagaży na córkę kobieta, ale widząc, że córka nawet nie raczy na nią spojrzeć, dodała - Drzwi są zamknięte. Weź klucz.
Po tych słowach Emily podeszła do rodziców, wzięła od nich klucz po czym poszła otworzyć dom.
Weszła do środka rozglądając się dookoła. Był już umeblowany. Na ścianach były jakieś stare tapety w kwiatki i inne tego typy wzorki, podłogi były z lakierowanego drewna...Dom wydawał się zadbany. Gdzieniegdzie wisiały jakieś małe obrazy przedstawiające martwą naturę, leżały stare dywany, ale meble wyglądały na czyste i dość nowe.
Dziewczyna weszła po schodach na piętro i po kolei zajrzała do każdego pokoju. Jeden z nich był zamknięty. Położyła torby pod drzwiami, zbiegła po schodach na dół po klucz, który był w drzwiach wejściowych, a następnie wróciła, aby otworzyć drzwi. Do klucza z napisem "Główne drzwi", było przyczepione kilka innych kluczy. Em zaczęła dopasowywać każdy kolejny kluczyk, aż w końcu trafiła na odpowiedni. Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem, a dziewczyna weszła do owego pokoju. Wyglądał inaczej niż cały dom. Na ścianach nie było tapet, a farby na nich były w kolorach czerwieni. Deski na podłodze miały ciemniejszą barwę od reszty domu. Na środku stało dwuosobowe łóżko, a obok niego stoliczek nocny. Naprzeciwko łóżka, stała dość duża komoda, która wyglądała na zabytkową. Małe biurko pod oknem.
Emily od razu przypadł do gustu ten pokój. Skoro ma tu być, to ma prawo wybrać go dla siebie. Zabrała swoje torby spod drzwi i położyła je na łóżku. Odsłoniła okno, które było zasunięte roletami po czym szeroko je otworzyła, aby wpuścić do środka trochę świeżego powietrza. Okno te wychodziło na ulicę, dzięki czemu zobaczyła, że rodzice zabierają ostatnie torby z samochodu i wchodzą do domu.
Odwróciła się od okna, spoglądając na cały pokój jeszcze raz. W jaśniejszym świetle prezentował się znacznie lepiej. Nagle zobaczyła, że pod łóżkiem leżą jakieś kartki. Bez większego namysłu klęknęła na kolana, sięgając po papiery. Kiedy już miała je przy sobie, zaczęła powoli je przeglądać, zdmuchując z nich cienką warstwę kurzu. Były to różnego typu plakaty. Kilka z nich było z zespołami rockowymi, które Em rozpoznała. Reszta to bardziej zdjęcia niż plakaty z miastem. Wstała z nimi z podłogi po czym położyła je na biurku.
- Widzę, że wybrałaś pokój dla siebie. - jej matka weszła do pokoju z uśmiechem. - Prawda, że ten dom jest piękny. Ma swój charakter. - kiedy dziewczyna ponownie zaczęła ją ignorować, Ellen usiadła na brzegu łóżka i powiedziała spokojnym głosem. - Nie możesz w ogóle ze mną nie rozmawiać. Jestem twoją matką.
- Owszem nie mogę, ale nie licz na to, że rzucę ci się naszyję i podziękuję, że zabrałaś mnie z Dallas. - po swoich słowach, Emily spojrzała na nią beznamiętnym wzrokiem.
- Wiem że ci ciężko, ale musisz to przetrwać. - kobieta podeszła do niej i poklepała ją lekko po ramieniu na co dziewczyna odsunęła się od niej gwałtownie. Ellen zrobiła parę kroków w stronę drzwi po czym odwróciła się do córki. - Zamawiamy z tatą pizzę, bo nie mamy nic w lodówce. Chcesz coś do tego?
- Nie jestem głodna.
Kiedy Em została sama w pokoju, zamknęła drzwi i usiadła na łóżku wyjmując rzeczy z torby i powoli układając je po półkach...
- Masz zamiar nie odzywać się do mnie i do matki całą drogę? - John, jej ojciec, spojrzał w lusterko samochodowe, w którym widział córkę. Ona zaś odburknęła coś tylko pod nosem, wpatrując się na coś za oknem.
- Emily! - natarła na nią Ellen.
- Zniszczyliście mi życie. - burknęła groźnie po czym podgłośniła muzykę w słuchawkach, nie odrywając wzroku od mijanych krajobrazów.
Po długiej jeździe, wielu postojach dojechali na miejsce.
- Mogliście chociaż wybrać samolot. - mruknęła obrażona nadal Em, wysiadając z auta.
- Nie narzekaj kochanie. - powiedział radosnym głosem jej ojciec. - Spójrz lepiej w czym będziemy mieszkać.
Była to długa dzielnica domków jednorodzinnych. Ich nowy dom, był jednym z większych i ładniejszych. Przed nim znajdowało się małe podwórko, a obok garaż.
John i Ellen otworzyli bagażnik samochodu po czym zabrali się za wyjmowanie z niego toreb, które chcieli wziąć ze sobą. Reszta rzeczy miała dojechać później, za pomocą firmy przewozowej.
Dziewczyna podeszła do rodziców, wyciągnęła z bagażnika swoje dwie torby, w których były niezbędne dla niej rzeczy, a następnie ruszyła do domu.
- Może byś nam pomogła księżniczko? - podniosła wzrok znad bagaży na córkę kobieta, ale widząc, że córka nawet nie raczy na nią spojrzeć, dodała - Drzwi są zamknięte. Weź klucz.
Po tych słowach Emily podeszła do rodziców, wzięła od nich klucz po czym poszła otworzyć dom.
Weszła do środka rozglądając się dookoła. Był już umeblowany. Na ścianach były jakieś stare tapety w kwiatki i inne tego typy wzorki, podłogi były z lakierowanego drewna...Dom wydawał się zadbany. Gdzieniegdzie wisiały jakieś małe obrazy przedstawiające martwą naturę, leżały stare dywany, ale meble wyglądały na czyste i dość nowe.
Dziewczyna weszła po schodach na piętro i po kolei zajrzała do każdego pokoju. Jeden z nich był zamknięty. Położyła torby pod drzwiami, zbiegła po schodach na dół po klucz, który był w drzwiach wejściowych, a następnie wróciła, aby otworzyć drzwi. Do klucza z napisem "Główne drzwi", było przyczepione kilka innych kluczy. Em zaczęła dopasowywać każdy kolejny kluczyk, aż w końcu trafiła na odpowiedni. Drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem, a dziewczyna weszła do owego pokoju. Wyglądał inaczej niż cały dom. Na ścianach nie było tapet, a farby na nich były w kolorach czerwieni. Deski na podłodze miały ciemniejszą barwę od reszty domu. Na środku stało dwuosobowe łóżko, a obok niego stoliczek nocny. Naprzeciwko łóżka, stała dość duża komoda, która wyglądała na zabytkową. Małe biurko pod oknem.
Emily od razu przypadł do gustu ten pokój. Skoro ma tu być, to ma prawo wybrać go dla siebie. Zabrała swoje torby spod drzwi i położyła je na łóżku. Odsłoniła okno, które było zasunięte roletami po czym szeroko je otworzyła, aby wpuścić do środka trochę świeżego powietrza. Okno te wychodziło na ulicę, dzięki czemu zobaczyła, że rodzice zabierają ostatnie torby z samochodu i wchodzą do domu.
Odwróciła się od okna, spoglądając na cały pokój jeszcze raz. W jaśniejszym świetle prezentował się znacznie lepiej. Nagle zobaczyła, że pod łóżkiem leżą jakieś kartki. Bez większego namysłu klęknęła na kolana, sięgając po papiery. Kiedy już miała je przy sobie, zaczęła powoli je przeglądać, zdmuchując z nich cienką warstwę kurzu. Były to różnego typu plakaty. Kilka z nich było z zespołami rockowymi, które Em rozpoznała. Reszta to bardziej zdjęcia niż plakaty z miastem. Wstała z nimi z podłogi po czym położyła je na biurku.
- Widzę, że wybrałaś pokój dla siebie. - jej matka weszła do pokoju z uśmiechem. - Prawda, że ten dom jest piękny. Ma swój charakter. - kiedy dziewczyna ponownie zaczęła ją ignorować, Ellen usiadła na brzegu łóżka i powiedziała spokojnym głosem. - Nie możesz w ogóle ze mną nie rozmawiać. Jestem twoją matką.
- Owszem nie mogę, ale nie licz na to, że rzucę ci się naszyję i podziękuję, że zabrałaś mnie z Dallas. - po swoich słowach, Emily spojrzała na nią beznamiętnym wzrokiem.
- Wiem że ci ciężko, ale musisz to przetrwać. - kobieta podeszła do niej i poklepała ją lekko po ramieniu na co dziewczyna odsunęła się od niej gwałtownie. Ellen zrobiła parę kroków w stronę drzwi po czym odwróciła się do córki. - Zamawiamy z tatą pizzę, bo nie mamy nic w lodówce. Chcesz coś do tego?
- Nie jestem głodna.
Kiedy Em została sama w pokoju, zamknęła drzwi i usiadła na łóżku wyjmując rzeczy z torby i powoli układając je po półkach...
Prolog.
" - Mówiłam! Nigdzie nie jadę! - krzyknęła Emily do matki Ellen.
- Nie zostaniesz tu sama. - podniesionym głosem powiedziała kobieta do córki. - Nie jesteś pełnoletnia.
- Już niedługo... - powiedziała nie patrząc na matkę. - Nie jadę! - powtórzyła sfrustrowana dziewczyna.
- Jutro rano twoje rzeczy mają być gotowe do wywiezienia. Kartony są w piwnicy. - ignorując córkę, wstała z kanapy i ruszyła w stronę kuchni.
- Dlaczego niszczysz mi życie?! - Em spojrzała z żalem na kobietę i aby powstrzymać łzy, zamrugała szybko parę razy.
- Jutro wyjeżdżamy. - po tych słowach kobieta wyszła z pokoju, a Emily została sama..."
- Nie zostaniesz tu sama. - podniesionym głosem powiedziała kobieta do córki. - Nie jesteś pełnoletnia.
- Już niedługo... - powiedziała nie patrząc na matkę. - Nie jadę! - powtórzyła sfrustrowana dziewczyna.
- Jutro rano twoje rzeczy mają być gotowe do wywiezienia. Kartony są w piwnicy. - ignorując córkę, wstała z kanapy i ruszyła w stronę kuchni.
- Dlaczego niszczysz mi życie?! - Em spojrzała z żalem na kobietę i aby powstrzymać łzy, zamrugała szybko parę razy.
- Jutro wyjeżdżamy. - po tych słowach kobieta wyszła z pokoju, a Emily została sama..."
Subskrybuj:
Posty (Atom)