Chad codziennie kupował jej działki, ale ona zaczęła mu za to płacić, tracąc na to pieniądze, zostawiane rano przez rodziców na lunch dla niej. Do szkoły chodziła tylko raz na jakiś czas, coraz rzadziej, aż w końcu w ogóle przestała. Jeśli już tam poszła, wszyscy trzymali się razem, a żaden z uczniów nie potrafił już powiedzieć niczego do Emily, która z czasem przestała być nową. To było dla niej dość zabawne, bo od kiedy trzymała się z Axl'em i resztą jego znajomych, którzy chodzili do tej szkoły, wszyscy bali się ich niczym jakiegoś groźnego gangu. Podobało jej się to, ale jednak nie zmieniało to jej niechęci do owej szkoły.
Na początku dni nieobecne w szkole, usprawiedliwiał jej Chad przez telefon, udając ojca dziewczyny, jednakże po kilku takich telefonach do sekretarki czy kogoś kto zajmuje się takimi zwolnieniami w szkole, dali sobie spokój, a wtedy zaczęły do domu Emily przychodzić listy do jej rodziców.
Na jej szczęście nigdy nie zdążyli ich zobaczyć przez częste nieobecności. Ona sama z kolei rwała wszystkie lub paliła, tak aby nie dostały się w ich ręce.
*
Zaczynał się właśnie jeden z długich weekendów, a rodzice Emily po skonsultowaniu tego ze sobą nawzajem, postanowili gdzieś wyjechać z córką na te trzy dni.
Kiedy dziewczyna wróciła w czwartkowe popołudnie do domu, zastała tam obu rodziców.
Nie wyglądała normalnie. Miała lekko podkrążone oczy, jakby od miesięcy nie spała dobrze, a poza tym wyglądała na zaniedbaną. Nie chodzi tu o ubrania czy ogólną higienę, ale nie dało się przeoczyć, że coś jest nie tak. Ellen stała praktycznie w drzwiach, kiedy córka weszła do domu.
- Kochanie... - jej początkowy ton był przyjemny, ale nie tak jak kiedyś. Em nie czuła w nim sarkazmu ani ironii. Był naprawdę miły, ale po chwili, kiedy kobieta przyjrzała się córce, cało te prawdziwe dobro gdzieś zniknęło, ustępując miejsca niepokojowi. - Emily, skarbie, jak ty wyglądasz. - nie zapytała, a raczej stwierdziła karcąc córkę tylko wyrazem twarzy. - Coś ty robiła? Wyglądasz jak... - zanim dokończyła wtrąciła się dziewczyna.
- Źle ostatnio sypiam. - wzruszyła bezradnie ramionami, wychodząc jednocześnie z uścisku matki.
W tej samej chwili z salonu wyszedł jej ojciec John.
- Słońce... - jego głos zabrzmiał tak jakby coś go zabolało na widok dziewczyny, ale jednak czuć było w tym jednym słowie prawdziwe uczucie, przez które zrobiło się jej ciepło na sercu.
- Pójdę do siebie... - długo nie czekając, Em powiedziała spuszczając głowę, aby jak najmniej było widać jej twarz.
- Poczekaj Emily. - powiedziała zatroskana matka dziewczyny, na co ona stanęła jak wryta, nie odwracając się jednak do rodziców. - Planujemy z ojcem wyjechać na weekend gdzieś.
- To świetnie, miłej zabawy. - nie spodziewając się dalszego toku wydarzeń, powiedziała dziewczyna.
- Chcieliśmy, żebyś jechała z nami...Chcemy spędzić takie krótkie rodzinne wakacje. Jak kiedyś. - wtrącił John z dziwnym zapałem.
Nie wiedziała co powiedzieć. Nie chciała z nimi jechać, ale nie chciała też zostawać, bo mogliby się czegoś domyślić. Nie czuła się uzależniona od kokainy, ale nie wiedziała czy bez niej wytrzyma te trzy dni. Nie mogła też kupić jej, aby mieć na wyjazd, bo rodzice mogliby odkryć jej małą tajemnicę. A tego nie chciała za nic.
- Pewnie... - chcąc brzmieć prawdziwe, uśmiechnęła się lekko. - Będzie świetnie. - po tych słowach ruszyła po schodach na górę, a jej matka wtuliła się w Johna.
- Będzie świetnie. - powtórzyła słowa córki z uśmiechem. Kobieta chciała poprawić relacje rodzinne, które już od dawna nie były najlepsze.
- Wiem kochanie. - John ucałował żonę w czubek głowy, tuląc ją do siebie.
2 komentarze:
Fajnie. :3 Zapraszam do mnie.
Świetny rozdział. Już nie mogę doczekać się dalszych losów Emily.
Prześlij komentarz